GRAŻYNA WOŹNICZKA W MAJOWYM FELIETONIE O AI DLA MICE POLAND
Kilka tygodni temu przez media przetoczyła się burza po wypowiedzi Olgi Tokarczuk, która przyznała, że korzysta z narzędzi opartych na sztucznej inteligencji podczas pracy twórczej. Patrząc na reakcje, miałam wrażenie, ze obserwujemy dyskusję znacznie szerszą niż tylko o litera-turze. Rozmawiamy dziś o tym samym problemie, z którym mierzy się branża incentive travel, eventowa i MICE.
Przecież Al weszło już do naszej codziennej pracy. Wystarczy otworzyć skrzynkę mailową.
Każdego dnia otrzymujemy dziesiątki ofert. Pięknie napisanych. Perfekcyjnie sformatowanych.
Z modnymi hasłami, storytellingiem, zrównoważonym rozwojem, autentycznymi doświadczeniami i transformacyjną podróżą uczestnika. Czasami czytając kolejne propozycje mam wrażenie, ze różnią się wyłącznie nazwą destynacji.
Problem nie polega na tym, że są złe. Problem polega na tym, że coraz częściej brzmią tak samo.
Al nauczyło sie pisac poprawnie. Bardzo poprawnie. Czasem nawet efektownie. Nie nauczyła sie jednak czegoś znacznie trudniejszego, czyli doświadczenia.
Nie nauczyło się tego, że restauracja z pięknymi zdjęciami w internecie może nie poradzić sobie z grupą 80 osób. Nie wie, że hotel mający doskonałe opinie indywidualnych gości może być koszmarem logistycznym dla każdego eventu. Nie zna właściciela rodzinnej winnicy, który po godzinach otworzy dla naszych klientów niedostępną na co dzień piwnice. Nie pamięta kryzysowej ewakuacjl grupy podczas strajku lotniczego ani tego, jak wygląda rzeczywistość na miejscu po zmianach geopolitycznych.
Każdego dnia otrzymujemy dziesiątki ofert. Pięknie napisanych. Perfekcyjnie sformatowanych.
Z modnymi hasłami, storytellingiem, zrównoważonym rozwojem, autentycznymi doświadczeniami i transformacyjną podróżą uczestnika. Czasami czytając kolejne propozycje mam wrażenie, ze różnią się wyłącznie nazwą destynacji.
Problem nie polega na tym, że są złe. Problem polega na tym, że coraz częściej brzmią tak samo.
Al nauczyło sie pisac poprawnie. Bardzo poprawnie. Czasem nawet efektownie. Nie nauczyła sie jednak czegoś znacznie trudniejszego, czyli doświadczenia.
Nie nauczyło się tego, że restauracja z pięknymi zdjęciami w internecie może nie poradzić sobie z grupą 80 osób. Nie wie, że hotel mający doskonałe opinie indywidualnych gości może być koszmarem logistycznym dla każdego eventu. Nie zna właściciela rodzinnej winnicy, który po godzinach otworzy dla naszych klientów niedostępną na co dzień piwnice. Nie pamięta kryzysowej ewakuacjl grupy podczas strajku lotniczego ani tego, jak wygląda rzeczywistość na miejscu po zmianach geopolitycznych.









